O realizacji najważniejszych zadań stawianych przed samorządem zawodowym inżynierów budownictwa w kończącej się kadencji OR LOIIB w drugiej części rozmowy z przewodniczącym Wojciechem Porębą.
Adam Oziewicz: Na początku kadencji była też kwestia szkoleń dla inżynierów – ich wymiana między Izbami okręgowymi, także włączanie się lubuskiej Izby w to zadanie, również w formie online. Jak ten proces się rozwija?
Wojciech Poręba, przewodniczący OR LOIIB: – Po trzech latach działań przyznaję, czuję niedosyt. Mam też poczucie, że oczekiwania członków Izby w tej dziedzinie są inne. Jednak przez ostatnie lata przeszliśmy pożyteczną drogę i odrobiliśmy ważną lekcję… Podjęliśmy próbę przygotowania szkoleń online dla całej Polskiej Izby – co istotne, dziś otwiera się szansa dla takich małych Izba jak nasza. Jest przewidziany budżet (refundacja kosztów szkolenia) na poziomie krajowym, z którego mogą korzystać wszystkie Izby okręgowe, jeżeli szkolenie ma zasięg ogólnopolski.
Już w pierwszym roku mijającej kadencji podjęliśmy się – za sprawą Michała Szulca, przewodniczącego komisji szkoleń i integracji – wyankietowania członków lubuskiej Izby. Odpowiedziało na nią około 200 naszych inżynierów. To były dla nas ważne wskazówki – wyznaczyły kierunek, a w wielu przypadkach konkretne zapotrzebowanie i tematy szkoleń. Za tym poszły próby organizacji stacjonarnych szkoleń, ale szczerze powiem frekwencja na nich rozczarowała. Niektóre z nich – choćby szkolenie dotyczące projektu technicznego w Zielonej Górze – miały spore zainteresowanie. Przypominam sobie, że było na nim około stu osób. To był rekordowy wynik. Za to w naszych mniejszych ośrodkach z uczestnictwem było dużo gorzej. To był problem… Ostatnie szkolenie, jakie przeprowadziliśmy w Zielonej Górze – dzięki zaangażowaniu Roberta Lacroix, członka rady okręgowej, zarazem lubuskiego inspektora nadzoru budowlanego – z pracownikami GUNG-u (Głównego Urzędu Nadzoru Budowlanego) na temat dzienników elektronicznych i elektronicznej książki obiektów – miało 150-osobową frekwencję i dobre oceny uczestników.
Reasumując, myślimy o tym, aby szkolenia stacjonarne zamienić na dwu-, może trzydniowe warsztaty inżyniera organizowane lokalnie przez lubuską Izbę. W ramach takiego spotkania przygotowalibyśmy serię zajęć, wykładów, szkoleń z pracownikami GUNB-u, z konserwatorem zabytków, także innymi specjalistami administracji architektoniczno-budowlanej i nadzoru budowlanego. Myślę, że poza samą wiedzą, kluczową sprawą jest stworzenie w regionie pewnej formy komunikacji szeroko rozumianej branży budowlanej w gminach, powiatach, miastach – takie warsztaty mogłyby być krokiem w stronę skutecznej wymiany wiedzy i doświadczenia. W przyszłej kadencji ta kwestia będzie rozwijana – na początek, w ramach swego rodzaju eksperymentu, przygotujemy dwudniowe warsztaty z wykładami, ale też panelami dyskusyjnymi, aby móc rozwiewać wątpliwości czy nawet zgłaszać jakieś kontrowersje wynikające z interpretacji przepisów. Zapewniam, inżynierowie budownictwa żyją w przeświadczeniu, że prawo mamy jedno, ale oczekiwania urzędników co do składanych dokumentów w każdym powiecie się nieco różnią. Ten problem najbardziej odczuwają nasi projektanci. Wspomniane warsztaty to kierunek dzięki któremu przynajmniej część wątpliwości mogłaby być rozwiana, rozstrzygnięta.
Sadzę, że mogę tu już zdradzić, podjąłem się próby nawiązania współpracy z dolnośląską Izbą – naszą sąsiadką, która dobrze funkcjonuje w dziedzinie szkoleń online, ma studio tv, kanał na youtube i oczywiście swoje szkolenia udostępniają na portalu polskiej Izby. Podjąłem rozmowę o porozumieniu w tej materii, gdzie my byśmy zapewniali wykładowców/prelegentów a dolnośląska Izba zabezpieczałaby część techniczną – studio, nagranie i produkcję materiału. Już przygotowany program byłby udostępniany obu Izbom. Rozmowy szły dobrze, ale weszliśmy w okres wyborczy i trochę przyhamowały – na pewno do tego tematu szybko wrócimy. Połączenie sił dużej i mniejszej Izby może być modelem do wykorzystania przez inne okręgi.
Niewątpliwie szkolenia są nadal potrzebne, rozwój ich w formie online jest istotny – dowodem są wysokie statystyki logowań. Ale równie cenne są szkolenia stacjonarne – tu z kolei kluczową rolę odgrywa czynnik interakcji między słuchaczami a wykładowcą. Gdy mieliśmy wspomniane już szkolenie z pracownikami GUNB-u interakcja była rzeczywiście ważna – konkretnie wskazywaliśmy słabe strony, też błędy elektronicznego systemu… Pochwalę się, że pierwszy elektroniczny dziennik w województwie sam założyłem i prowadzę do dziś, w tym przypadku z poziomu inspektora nadzoru. Dziś już tych dzienników jest znacznie więcej… To jest nieunikniony kierunek – cyfryzacji w budownictwie już nie da się zatrzymać. Im szybciej zaczniemy z nią żyć i się jej uczyć, tym będzie nam łatwiej. Windows 95 przed laty był doskonały i wydawało się nie do zastąpienia – gdy wszedł Windows 98, szczególnie pierwsze edycje, wszyscy narzekali i chcieli wracać do 95-tki. A teraz nikt już sobie nie wyobraża powrotu do starych systemów operacyjnych. Tak samo jest z tą naszą cyfryzacją w budownictwie. Dziś ona nas przeraża – wiele osób widzi w niej zagrożenie, ale nie taki diabeł straszny jak go malują. Gdy te narzędzia zaczyna się testować, używać okazuje się, że mają dużo plusów.
Uporządkowanie finansów lubuskiej Izby. Jak z kolei ten plan jest realizowany? Przez lata ta kwestia była często podnoszona przez delegatów, a władze samorządu zawodowego miały trudny orzech do zgryzienia.
– Te ostatnie trzy lata pokazały, że można… Można tworzyć niewielką Izbę i przy tym być kreatywnym. Kolejne budżety w latach 2022-2025 były niemal dwukrotnie większe niż wcześniej. Po drodze zdarzyła nam się zmiana polityki finansowej Polskiej Izby, ale wpływy z tak zwanych podwyżek składek to co najwyżej 25 procent ogólnej kwoty budżetu. Reszta, czyli 75 procent wynika ze zmiany podejścia do organizacji naszych koronnych imprez – pozyskiwania dla nich finansowania zewnętrznego, w dużej mierze od sponsorów. Krótko mówiąc płacimy więcej, ale też mamy więcej pieniędzy do dyspozycji. Organizujemy nasze wydarzenia zupełnie inaczej – wizerunkowo one muszą spełniać określone oczekiwania. To podejście z kolei przyciąga zainteresowanie sponsorów – firm, które chcą aktywnie uczestniczyć w życiu lubuskiego samorządu zawodowego i się z nim identyfikują.
W ciągu trzech ostatnich lat suma dofinansowań sponsorów do wydarzeń organizowanych przez lubuską Izbę to ponad 400 tys. zł. To nie jest mała kwota… Z kolei w całej kadencji udało nam się zaoszczędzić i odłożyć – być może na nasze przyszłe inwestycje, choćby w działkę pod siedzibę – blisko 250 tys. zł. W dodatku mamy zwrot dofinansowania za organizację gali 20-lecia, który zasilił nam konto w 2023 roku – to około 40 tys. zł wypłacone w euro. Reasumując, mamy około 300 tys. zł na plusie za ostatnią kadencję. To oznacza, że przygotowanie większej liczby wydarzeń izbowych, o większej skali i randze nie musi być zgubne dla naszych finansów. Mam na myśli wrześniowy, tradycyjny Dzień Budowlanych czy karnawałowy BudBal, który cieszy się frekwencją około 200-osobową i daje możliwość integracji także z udziałem małżonków, to bardzo istotne dla wielu naszych członków.
Ustabilizowanie finansów Izby sprawia, że stać nas na wszystko, co potrzebujemy – to ważne. Przez ostatnie cztery lata potroiliśmy kwotę kierowaną na obsługę biurową. To dowód na to, jak ważna jest wspomniana stabilizacja… Dziś każdy z organów izbowych jest odpowiednio obsługiwany – w tym podwójnie zabezpieczony przez pracowników biurowych, którzy w razie konieczności się uzupełniają. Mam wielką nadzieję, że efektem tego będzie płynne przejście z kadencji do kadencji, także dlatego, bo zespół biura Izby jest stabilny. Takie podejście nie przeszkadza w tym, aby Izba rok do roku uzyskiwała pozytywny wynik finansowy.
Myślę, że kluczem do sukcesu jest to, aby skoncentrować się na wydatkach, potrzebach Izby, przy tym być kreatywnym i nie zapominać o budowaniu wizerunku samorządu zawodowego, także mieć na uwadze działania marketingowe. Bo choćby regularna obecność mediów na naszych wydarzeniach ma znaczenie – buduje nasz wizerunek i pomaga działać marketingowo. W dziedzinie finansów plan jest wykonany zgodnie z założeniami okręgowej rady z początku kadencji – podkreślam to mądrość okręgowej rady nie tylko działania przewodniczącego. Wspólnie rozmawialiśmy o kolejnych budżetach. Ograniczaliśmy koszty własne, co pozwoliło rozwijać się w odpowiednim kierunku.
Wybory w Izbie to także kampania wyborcza, kandydaci na przewodniczącego… – jak aktualnie, na kilka dni przed zjazdem sprawozdawczo-wyborczym, wygląda sytuacja? Są kontrkandydaci?
– Trudno mi o tym mówić… Koncentrowanie się na konkurencji, na innych osobach, właśnie teraz nie jest dla mnie czymś pozytywnym. To jasne, że chcę i należy słuchać innych poglądów, ocen, bo będąc w środku izbowych procesów, bywa, że traci się szerszy ogląd sytuacji. Mam jednak poczucie – wspomniałem o tym na spotkaniu wigilijnym Izby w Gorzowie – że bycie przewodniczącym okręgowej rady Izby to duża odpowiedzialność, reprezentowanie ważnej grupy zawodowej o określonej randze, prestiżu… Mimo to pamiętam o tym, że przewodniczącym się bywa a inżynierem budownictwa, dobrym fachowcem, człowiekiem jest się przez całe życie. Tą myśl mam bez przerwy z tyłu głowy – choć już po trzech latach wiem, że nie jest to wcale łatwe… Po przejechaniu tylu kilometrów, zarządzaniu Izbą zarazem firmą i poszczególnymi budowami na pewno nie wyzbyłem się inżynierskiej pasji. W życiu zawodowym największą radość sprawia mi praca przy dużych obiektach hydrotechnicznych, uwielbiam inżynierskie wyzwania i budowy. Ale też podkreślam, cyfryzacja i przeformułowanie pracy biura Izby pozwoliło nam w okręgu się rozwinąć – nie zamknęliśmy się dla samych siebie, otworzyliśmy się na kraj, dzięki temu nasza wartość została dostrzeżona. Grupa aktywnych lubuskich inżynierów jest coraz większa.
Niezależnie od tego jaki będzie wybór delegatów 28 marca, sensownie jest już zapytać o plany na kolejną kadencję. Co będzie podstawą najbliższych czterech lat Izby dla Wojciecha Poręby?
– W mojej ocenie najbliższe lata lubuskiej Izby to gruntowna zmiana… Choć nawet z naszej rozmowy wynika, że Izba już przeszła znaczącą transformację to uważam jednak, że wykonaliśmy dopiero podstawowy krok, fundament do tego, aby się rozwinąć. Podejmowane ostatnio kwestie, choćby ogólnopolska akcja forum kobiet do którego lubuska Izba jest włączona – tego nigdy u nas wcześniej nie było, czy wspólne konferencje naukowo-techniczne – choćby ostatnia na temat bezpieczeństwa cywilnego przy uderzeniu dronów, otwierają drogę dla wielu inicjatyw i płaszczyzn działania. Uwaga Izby nadal będzie kierowana na współpracę z lubuskimi uczelniami – musimy wspierać bez względu na koszty Instytut Budownictwa UZ, bo to są nasi przyszli członkowie. Musimy też wspierać działania AJP. W mijającej kadencji nasza współpraca z uczelnią gorzowską mocno się zacisnęła – w tym kierunku musimy działać, także ze względu na plany AJP dotyczące kształcenia teletechników i elektryków, czego akurat UZ nie może nam zagwarantować. To ważne dla nas działanie na najbliższą przyszłość.
Przyszła kadencja ma też być budową otwartego samorządu zawodowego lubuskich inżynierów budownictwa – chodzi o to, aby LOIIB była przyjazna, użyteczna, krótko mówiąc potrzebna, jak największej liczbie budowniczych. Mam na myśli również działania pozazawodowe – na przykład w ramach Izby już działa sekcja siatkarska i piłkarska, nasi członkowie chcą się spotykać, integrować, poznawać. To z kolei przekłada się na kolejne pomysły i potrzebę stworzenia im przedpola do działania.
Ostatnio pozwoliłem sobie na przedstawienie opinii na krajowej radzie PIIB – zastanawialiśmy się wspólnie, co jest przyczyną niezadowalającej frekwencji na wyborczych zebraniach obwodowych. Na marginesie: poza Izbami podlaską i wielkopolską – obie miały wybory delegatów za pośrednictwem internetu i miały ponad 20-procentową frekwencję – nasza, uzyskana wyłącznie stacjonarnie, była drugą po warmińsko-mazurskiej. Wracając do sedna. Pozwoliłem sobie zwrócić uwagę, że niska frekwencja może wynikać ze specyfiki naszej społeczności – samorządu w ogóle i tzw. działaczy. Aktywność członków w dużej mierze zależy od tego, ile wzajemnie sobie zostawiamy pola do działania. Bywa, że wydaje nam się, że znamy samorząd od środka – wiemy, co jest dla niego dobre i krytycznie oceniamy wszelkie inne pomysły czy działania naszych członków. Tymczasem w ramach Izby powinny móc rozwijać się różne koncepcje, także indywidualności. Stąd wiele zależy od tego, czy znajdziemy w sobie chęć oddania innym członkom pola do decydowania. Jeżeli tak, jestem przekonany, że wzrośnie zainteresowanie przyłączeniem się do Izby i otworzą się drzwi dla nowych inicjatyw.
Jasne, że istnieją określone ramy organizacyjne czy ograniczenia budżetu, ale im damy więcej przedpola, przestrzeni do aktywności, tym nasi potencjalni członkowie wyraźniej dostrzegą, że samorząd inżynierów może być też dla nich, że odczują sprawczość swoich działań w ramach Izby. Jestem przekonany, że właśnie takie podejście buduje wspólnotę i wzmacnia ją od środka. Przyszła kadencja to czas gdzie jednym z filarów naszej działalności będzie wspomniane otwarcie Izby na nowych inżynierów, którzy dotąd nie wiązali przyszłości z samorządem. Mam na myśli autentycznie zainteresowanych budowniczych, ale też ośrodki gdzie dotąd nasza aktywność nie była widoczna. Nie ma nic cenniejszego niż serce ochotnika.
Czy żałuje pan swojej decyzji o przewodniczeniu Izbie?
– Cóż, była przemyślana, ale zarazem spontaniczna. Bywało ciężko i dni zwątpienia, ale ani trochę nie żałuję, a nagrodą jest liczba poznanych ludzi i szansa obserwacji, jak różni jesteśmy. Także uzyskana świadomość, jak wielu mamy świetnych, mądrych inżynierów w Izbie. Zebrane przez ten czas doświadczenia są też motywacją do dalszych działań.
Dziękuję.
